Straszysz swoje dziecko? Zobacz, jakie to powoduje problemy

Straszysz swoje dziecko? Zobacz, jakie to powoduje problemy

Siedź, bo cię pani zabierze!
Nie uciekaj, bo tam za rogiem jest wilk!
Ubierz się, bo zawołam pana policjanta!
Jak nie pójdziesz spać, to przyjdzie po ciebie baba Jaga!
Idź, idź tam! Tam jest pan z workiem. On Cię zabierze. Zobaczysz!
Pilnuj się mamy, bo ja cię zabiorę! (starsza pani w sklepie)
Jak nie pójdziesz spać, to zawołam pana doktora albo panią pielęgniarkę i da ci zastrzyk!
Ubierz się, albo zostaniesz sam w domu! (rodzic do kilkulatka, gdy mają wyjść z domu)

Mogłabym wypisywać w nieskończoność zdania, które są wypowiadane do dzieci w momencie bezsilności (najczęściej) rodziców lub opiekunów dzieci.

Czas biegnie, Ty umówiona na konkretną godzinę do lekarza, na spotkanie lub spacer z koleżanką i jej dziećmi, a syn lub córka nie chcą się ubrać. Przeciwstawiają się całym ciałem, wykręcają rękę, by nie założyć kurtki. Zrzucają po raz któryś czapkę, a czas nieubłaganie biegnie do przodu. Zbliża się godzina zero, gdzie najprawdopodobniej z niemocy krzykniesz na dziecko lub je postraszysz tym, że Ty pójdziesz sama na dwór, a syn lub córka zostanie sam/sama w domu.

Niestety, nie zdajemy sobie sprawy, jak ogromny wpływ mają nasze słowa, na późniejsze zachowanie naszych dzieci.

Zastraszanie ich tym, że pan/pani je zabierze albo wrzuci do worka, przynosi chwilową uległość pod wpływem strachu i zostawia trwałe konsekwencje na przyszłość w zachowaniu tej osoby.

Co prawda my jako rodzic osiągnęliśmy swój cel, ale jakim kosztem?!

Zgłaszają się do mnie osoby z natręctwami, tikami, lękami społecznymi i nie tylko. Z całą gamą lęków. Z niskim poczuciem wartości.

I, gdy przyglądamy się, gdzie jest źródło tego lęku, prawie za każdym razem kieruje nas to do zdarzeń, gdzie klient/ka w dzieciństwie, był/a zastraszany/na przez osoby z otoczenia.

Weźmy taką „niewinną” zabawę rodzica, najczęściej matki, z dzieckiem w śmierć. Mama, która kilka razy zwraca córce uwagę, by przestała śpiewać, skakać, w pewnym momencie udaje, że nie żyje. Nie rusza się, ma zamknięte oczy, oczywiście zwraca uwagę potomkini i budzi coraz większy lęk. Dziecko zaczyna szarpać mamę, a ta nadal udaje, że nie żyje. Córka jest przerażona, napływa ogromne poczucie winy, że to przez nią, bo była NIE-GRZECZNA. I, gdy zaczyna rzewnie płakać, mama otwiera oczy i, śmiejąc się w głos, mówi, że udawała, bo chciała, żeby ona przestała śpiewać i skakać.

Wiecie co to dziecko w przeciągu tej chwili czuło?!

Ogromny lęk, że zrobiło coś bardzo strasznego, przez co mama umarła. Zagrożenie życia, bo zostało same, bez opiekuna. Porzucenie, poczucie winy, ogromną (za dużą jak na kilkulatka) odpowiedzialność za swoje zachowanie, bezsilność, bezradność, a mama w tym czasie jaja sobie robi!
Straszne!

Ja jako rodzic popełniłam masę błędów. Jestem mamą trójki dzieci i wiem jak dużo pracy, czasu i sił trzeba włożyć w wychowanie, a właściwie w rozwój dziecka. Ile upadków, potknięć miałam i mam.

Ja sama straszyłam dzieci. Najstarsze dziecko ma 22 lata, najmłodsze 17 lat. Przez 11 lat ja i mój mąż sprawiliśmy – kierując się dobrymi chęciami – że nasze dzieci były wypełnione po brzegi lękami, były niepewne siebie, zahukane, z bardzo niskim poczuciem wartości.

Przez kolejne 11 lat, gdy byłam uświadamiana na terapii, podczas szkoleń, warsztatów, czytania książek, co jest toksyczne w relacji z dzieckiem, a co je wspiera, zdałam sobie sprawę z krzywd, których doświadczyły nasze latorośle z naszej strony. I nie tylko z naszym udziałem. Teraz wiem, że to jak będziemy wspierać nasze dzieci, zależy od naszych zasobów, kondycji psychicznej, wyuczonych wzorców.

Strasząc dziecko, zyskujemy posłuszeństwo, choć nie zawsze, a także sprawiamy, że ono traci zaufanie do nas, do innych osób, otaczającego je świata. Traci WIARĘ w bezpieczny świat!

Błędne jest myślenie, że straszeniem hartujmy dziecko, sprawiamy, że jest odważne. To duży błąd i ślepy zaułek.

To właśnie brak bezpiecznego dzieciństwa sprawia, że w dorosłym życiu boimy się wejść w reakcje z otoczeniem, zwrócić uwagę komukolwiek, czy swobodnie sięgać po to, czego tak pragniemy: stanowisko pracy, relacja z koleżankami/ kolegami w pracy, rozmowa z przechodniem, zwrócenie uwagi szefowi czy założenie sukienki lub bluzki takiej, jaka nam się podoba.

Jeśli Twoje dzieciństwo było naszprycowane lękiem, to nie dziw się, że dziś tak trudno Ci o lekkość, czucie się bezpieczną/ bezpiecznym, czy brak łatwości w nawiązywaniu kontakt z innymi lub samym/ samą sobą.

Jeśli jesteś rodzicem, to pamiętaj: NIEZAOPIEKOWANY opiekun będzie miał problem, by znaleźć rozwiązanie w trudnej, patowej sytuacji z dzieckiem. Więc zanim stworzymy bezpieczną przestrzeń dziecku, najpierw musimy zaopiekować się i sprawić, że to my będziemy czuć się bezpiecznie sami ze sobą. Najpierw musimy sobie zaufać.

Piszę to, ponieważ sama tego doświadczyłam. Swoje lęki projektowałam na dzieci, czułam w wielu sytuacjach bezsilność i zagubienie.

I najpierw musiałam się skontaktować z moim cieniem i moimi lękami, a wtedy mogłam budować zdrową, pełną akceptacji przestrzeń z dziećmi.
Zrobiłam wiele, by mieć w sobie zasoby, plecak z dobrymi pomysłami, wskazówkami, gdy przyszły trudne rodzicielskie chwile, z którego wyjmowałam rozwiązania.

Za każdym razem, gdy uświadomiłam sobie, że to, co powiedziałam lub zrobiłam, jest toksyczne i nie wspiera mojego dziecka, od razu reagowałam. W pierwszej kolejności szukałam pierwotnej reakcji, od kogo ona pochodzi? Gdzie się nauczyłam takiego zachowania? Kto tak wobec mnie reagował? I przytulałam Tą w sobie, która tego doświadczyła. I stwarzałam jej bezpieczną przestrzeń w sobie, a później wyciągałam wnioski, by w przyszłości nie krzywdzić dzieci. Setki godzin tulenia siebie i tulenia mojej trójki dzieci. Wiele słów przepraszam padło z moich ust i to było szczere, z serducha. Za tym przepraszam szła zmiana, ogromna zmiana.

Czyli najpierw uświadomiłam sobie, dlaczego mam taką, a nie inną reakcję.
A później za swoje zachowanie wzięłam odpowiedzialność. Bo przecież teraz to nie mama, tata, przedszkolanka czy wychowawca straszy moje dzieci, tylko ja. Więc to ja muszę wziąć za moje zachowanie odpowiedzialność i zadbać o siebie i o moje dziecko.

I dziś nie ma w naszym domu zastraszania, krzyku, kar, ani nagród. Za to jest szacunek, zrozumienie, że upadki są wpisane w rozwój człowieka. Jest miejsce na poszerzanie horyzontów, wychodzenie ze schematów i całe morze przestrzeni na odmienność.

Każde z naszych dzieci jest odważne, komunikatywne, zaradne. Nie mogę powiedzieć, że nie mają żadnych lęków, bo mają, ale są świadome, skąd one pochodzą. Jednak z całą pewnością i odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że duża ich cześć zniknęła, bo zostały przetransformowane. Bo to 11 ostatnich lat każdy z nas zrobił ogromną pracę.

I ja wierzę, że i Ty, możesz się sobą zaopiekować i tym samym zaopiekujesz się swoim dzieckiem. I nie będzie w Waszym życiu miejsca na wzajemne zastraszanie się i stwarzanie sytuacji, w której lęk będzie paraliżował dziecko, bo w swoim plecaku będziesz miał/a zasoby, z których skorzystasz.
To jest możliwe, Twoje wewnętrzne światło Cię poprowadzi.

Mnie prowadzi 🌟.

Twoje słowo jest dla mnie bardzo ważne, tak samo jak emocje, które się obudziły w Tobie podczas czytania tego, z czym do Ciebie przyszłam – z cząstką mnie. Będzie mi miło, jeśli podzielisz się cząstką swoich odczuć w komentarzu. Jeśli czujesz, że ten post może wesprzeć kogoś z Twojego otoczenia, proszę, poślij go dalej. Będę Ci wdzięczna ❤.

Jeśli czujesz, że już czas zmierzyć się z tym, co cię ogranicza, nie pozwala pójść na przed, to zapraszam cię na sesje. Stworze bezpieczną przestrzeń, byś mogła/mógł skontaktować się z tym co trudne i ograniczające.
https://justynapettke.pl/sesje/

Poniżej w linku znajdziesz rekomendacje osób, z którymi pracowałam w sesjach.
https://justynapettke.pl/rekomendacje/


Fot. Aleksandra Śmiechowska

Dodaj komentarz