Bądźmy obecni w życiu dziecka

Kiedy jeden z rodziców lub oboje, żyją przyszłością lub przeszłością, a nie teraźniejszością, to do dziecka trafia impuls, informacja, że trzeba ten stan zrównoważyć. Dziecko robi to intuicyjnie, nieświadomie. W pewnym sensie jest wykorzystane do tego przez rodziców.

Na przykład ojciec zginął w wypadku, a matka nie może się otrząsnąć po jego śmierci. Żyje ciągle przeszłością nie mogąc odzyskać równowagi. Albo po śmierci ojca dziecka, matka bierze na siebie obowiązki swoje i męża. Chce  za WSZELKĄ cenę udowodnić, że sobie poradzi. Pracuje ,,za dziesięciu”, wymusza na dzieciach bardzo dobre wyniki w nauce, narzuca im  lawinę zajęć pozalekcyjnych.
Wymaga od siebie rzeczy niemożliwych, wciąż zamartwiając się o przyszłość. Zarówno  matki z pierwszego przykładu, jak i z drugiego, nie ma w TU i TERAZ. Nie ma ich w teraźniejszości.

Tych przykładów można mnożyć np. w rodzinie alkoholowej, gdzie jedno z rodziców nadużywa alkoholu, a drugi rodzic jest współuzależniony.
Wygląda to tak- pijący rodzic ciągle kombinuje gdzie by tu wypić, z kim, jaki mieć pretekst by się napić. Ten rodzic ciągle wybiega w przyszłość, nie ma go w Tu i Teraz. Jak jest ,,trzeźwy”, to też nie nadaje się do życia, bo ma kaca, jest podenerwowany, wycieńczony. Co się dzieje z rodzicem współuzależnionym? Może chociaż on jest w Tu i Teraz? Nie!!! Wiecie co się dzieje z tym rodzicem?! Cha, to jest dopiero jazda! Chodzi od okna do okna, wypatrując czy alkoholik wraca do domu i czy jest trzeźwy. Kontroluje wszystkie  zakamarki w domu, garażu i inne miejsca przechowywania butelek z alkoholem. Wysyła dzieci po pijącego rodzica, żeby przyprowadziły go do domu. Snuje  w głowie plany czego to nie powie temu pijącemu jak tamten wróci, czym go postraszy, a czym zaszantażuje. Prawda?!

Dla dziecka, tych rodziców nie ma- emocjonalnie, a często i fizycznie. Jeżeli nawet są fizycznie w pobliżu dziecka, to ono wyczuwa napięcie i frustrację. Boi się przytulić lub obciążyć ich jeszcze dodatkowymi, swoimi dziecięcymi, problemami. Boi się powiedzieć, że jest pełne obaw i lęku w takich sytuacjach, jakie się dzieją w jego domu. Nierzadko słyszy: ,,nie teraz”, ,,za chwilę”, ,,jutro”, ,,później”- i te obietnice nie są spełniane.

Co się dzieje z dziećmi takich rodziców?
Muszą radzić sobie same!
Zaczynają się uczyć, że mogą liczyć tylko na siebie.
Często przejmują rolę rodzica, zaniedbują naukę, marnują swoje naturalne, wrodzone talenty.
Takie dziecko nie zaatakuje rodzica, nie zmierzy się z rzeczywistością, będzie rodzica chronić i będzie radziło sobie tak jak umie. Jest ono samotne. Samotne emocjonalnie. Nie czuje wsparcia od rodziców, ba, często to ono jest wsparciem dla nich (pożyczając im pieniądze, dbając o dom, przygotowując za nich posiłki).
Wspiera swoją mamę lub tatę, a czasami oboje, swoim małym, drobnym ramieniem!
To dziecko w swojej samotności szuka jakiegoś sensu życia. Szuka środowiska, w którym będzie zauważone, docenione, gdzie będzie przynależeć. Chce być wysłuchane i zrozumiane.
Te środowiska mogą być różne. To może być osiedlowy klub sportowy, szkolna kapela, grupa osób palących trawkę. Dopiero wtedy, gdy to dziecko znika z oczu opiekunów i zamyka się w swoim świecie, rodzic wraca do TU i TERAZ. Czasami na chwilę, na moment, a czasami zostaje sparingpartnerem dla swojego dziecka w drodze do dojrzałości. Nie osacza go nadmiernie, ale mu towarzyszy.

Ja byłam w każdej z tych ról- byłam takim dzieckiem, byłam też nieobecnym rodzicem. Czasami zdarza mi się nadal nim być, jednak bardzo szybko to wyłapuję. Najważniejsze jest to, że jestem tego świadoma i mogę to zmienić.

Nie mówię do siebie ,,ja taka jestem”, ,,ja już taka jestem”, bo te zdania ograniczają, zarzucają swoje niewidzialne macki i osadzają w nic nierobieniu. Tak, one dają przyzwolenie na NIC NIEROBIENIE albo znikome działanie, które nie przynosi rezultatów.
Kochani, zauważmy nasze dzieci ! One są nam dane na jakiś czas. Później pójdą swoją drogą. Bądźmy dla nich wsparciem, nawet gdy się potkną, a może właśnie przede wszystkim wtedy. Bądźmy obecni i fizycznie i emocjonalnie.

Bądźmy dla naszych dzieci tym, czym jest latarnia dla marynarzy. 🙂

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Anita

    Pracuję z dziećmi i wręcz na masową skalę obserwuję, że dzieci BARDZO tego obecnego rodzica potrzebują… przyczyną są nie tylko jakieś deficyty w rodzinie, ale też zapracowanie..

  2. Tak Anita, zgadzam się z Tobą. Przyczyn jest wiele, bo i rodzic zapatrzony w telefon, telewizor, komputer, rodzic wiszący godzinami " na telefonie"…. jest całe mnóstwo różności, w których się zatracamy i nie zauważamy nawet kiedy dzieci dorosną i odejdą. Tak jak napisałam w poście, " dostajemy" je na chwile.

  3. Margot

    Na porodówce powinni w książeczce zdrowia wrzucać ulotkę "bądź z dzieckiem tu i teraz" bo ten czas bardzo szybko minie i już nigdy nie wróci ☺

Dodaj komentarz